Wyprawa Kreta 2002, dzień trzeci Pireus, Ateny (Akropol)
6.05 - Do Aten przypłynęliśmy w poniedziałek wczesnym rankiem. Była chyba 5 rano. Według rozkładu powinniśmy byli się tam znaleźć chyba ze dwie godziny później, ale widocznie wiatry były bardziej pomyślne niż zakładano. Zaraz po zejściu z pokładu skierowaliśmy nasze kroki na lotnisko - tam mieliśmy zdecydować, w którą stronę podróżujemy dalej: czy na wschód czy na zachód. Na lotnisko dostaliśmy się autobusem. Ateny jeszcze spały, ruch na ulicach niewielki, także na dworzec lotniczy dotarliśmy w godzinę (port Pireus, dokąd dopłynął prom znajduje się w pewnej odległości od Aten, a lotnisko jest po przeciwległej stronie miasta - pewnie w godzinach szczytu dostanie się tam z portu zajęłoby ze dwie godziny). Lotnisko sprawiało wrażenie sennego. Nie wszystkie przedstawicielstwa linii lotniczych były otwarte. Celem naszej bytności tam było generalne rozeznanie, na które wyspy będące na szlaku naszej podróży można dostać się z Aten samolotem. I tutaj zaczęła się chyba nasza największa bieganina, jakiej doświadczyliśmy podczas całej podróży. Biegaliśmy od jednego przedstawicielstwa linii lotniczych do drugiego sprawdzając, kiedy, gdzie i za ile można polecieć. I w końcu znaleźliśmy rozwiązanie optymalne dla nas. Właśnie na lotnisku w Atenach zapadła decyzja jak dalej potoczy się nasza wyprawa. Zdecydowaliśmy, że najpierw polecimy "na zachód" zobaczyć Sycylię i
Sardynie, a później na wschód zobaczyć Rodos i Cypr. Kupiliśmy bilety lotnicze od razu na część "wschodnią" i "zachodnią". Na Sycylię mieliśmy dostać się lecąc najpierw samolotem linii Alpieagles do Neapolu, a potem wsiadając w Neapolu na prom do Palermo (potem nasze plany zakładały dostanie się promem z Sycylii na Sardynie, później znowu promem z Sardynii do Neapolu i z Neapolu samolotem do Aten). Na Cypr i Rodos mieliśmy dostać się z Aten liniami Olimpic Airways: najpierw z Aten na Cypr, potem z powrotem do Aten i z Aten na Rodos (a później nasze plany zakładały dostanie się promem z Rodos na Kretę). Także tutaj nasza wyprawa została "zaprogramowana", może nie w najdrobniejszych szczegółach, ale nabrała bardzo realnych kształtów. Niestety za bilet wykupiony w Alpieagles trzeba było zapłacić gotówką (pozbyłem się wtedy prawie całych swoich zasobów gotówkowych i od tego momentu byłem zdany praktycznie tylko na kartę kredytową). O 15.45 odlatywał nasz samolot do Neapolu. Byłem już mocno zmęczony bieganiną po lotnisku i chyba najchętniej zdrzemnąłbym się na jakiejś ławeczce, jednak KrisS nie pozwolił, aby te trzy czy cztery godziny do odlotu samolotu zostały zmarnowane. Trzeba było przecież zobaczyć Akropol! Wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do centrum Aten, stamtąd jeden przystanek metrem i już byliśmy na Akropolu. Myślę, że gdyby nie to, że poniedziałek był wtedy świątecznym dniem (jak już pisałem w Grecji była wtedy Wielkanoc), nie dostalibyśmy się do centrum tak szybko. Nie wiem, dlaczego człowieka tak bardzo czasem ciągnie do tego, żeby oglądać jakieś ruiny. To takie niewytłumaczalne. A jednak coś w tym jest... Wdrapaliśmy się na sam szczyt wzgórza. Jak już się tam znalazłem to szczerze powiedziawszy o wiele bardziej imponujący wydał mi się widok na Ateny, jaki rozciągał się z Akropolu niż same ruiny. Zbyt dużo czasu nie mieliśmy, także po około godzinie zwiedzania, podziwiania i robienia zdjęć musieliśmy wracać z powrotem na lotnisko. Podroż samolotem do Neapolu minęła wyjątkowo szybko. Zresztą czas szybciej płynie jak człowiek śpi :. Po wylądowaniu od razu musieliśmy zapewnić sobie transport na Sycylię, a więc autobusem udaliśmy się do portu, aby kupić bilety na prom. Kupiliśmy biliety i od razu weszliśmy na pokład. Było zbyt mało czasu, żeby zwiedzać Neapol. Prom było równie imponujący jak ten, którym płynęliśmy z Heraklionu do Aten. Teraz już wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać, co możemy zjeść dobrego na promie i jak zorganizować sobie nocleg...
Zapraszam na dzień czwarty,Sycylia w najbliższą środę 5 czerwca 2002
Z pozdrowieniami
Maciek
Zobacz Koniecznie:

Powrót