Kamil SNOOPY-kliknij!

Odgłosy Pacyfiku
Słuchasz dźwięku Pacyfiku z miejsca tragedii Kamila SNOOPY  Szybińskiego.
Language - Język:
Wersja Angielska
Wersja Polska
Stowarzyszenie RPP
Stowarzyszenie Razem Ponad Podziałami im. Kamila SNOOPY Szybińskiego
Radio SNOOPY
Radio SNOOPY
Radio SNOOPY
Czasowo wstrzymaliśmy emisję RADIA SNOOPY na www.radiosnoopy.info Uruchomiliśmy wspólnie z Fundacją Dzieci-Dzieciom emisję TV, na itv77.eu oraz dziecidzieciom.pl.
Poszukujemy osób z całego świata do współpracy w realizacji programu naszego radia i tv.
Zapraszamy.

Sprawa Kamila
Centrum Wagabundy
Media Polonijne NEW
Media Polonijne NEW
Portale Turystyczne PL
Wykaz Krajów
Nasza lista 314 krajów
wg TCC 2001.

Zobacz>>
Radio & Video

Radio

Video
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach wpisz swój adres e-mail.
Nowe Zdjęcia:

Kliknij !
30.04 - I znowu Hawaje

Kliknij !
25.04 - Lany poniedziałek

09.03 - Paterson
Ciekawy Temat
Podróż po USA

Kliknij !
Uff! Nareszcie na miejscu! Po 12 godzinach lotu z Paryża w końcu wylądowaliśmy w San Francisco...
Dalej >>
Nowe Kraje:
Statystyka Strony!
Wyświetl newsy z roku:   2006 2005 2004 2003 Start24.pl - katalog startowy

Korsyka 5 lutego 2007

Od Konrada i Krzysztofa fanow sportu motocyklowego
orzymalismy ich dziennik z wyprawy na Korsyke.

Oddajmy im „glos"

Godzina 12:20 wyruszamy z Kazimierza. Za Koninem tniemy nową autostradą do Łodzi gdzie czeka na nas Romek. Krótki obiadek w Łodzi i ruszamy w trojkę w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego po drodze zapalając świeczkę na grobie Romka matki. Za Piotrkowem przy wjeździe na Gierkówkę czeka na nas Staszek z Marzenką, krótkie powitanie i śmigamy na Katowice. Za Katowicami Romek włącza GPSa i jedziemy z powrotem. ( Nie nadążamy za postępem czasu). Patrzymy w mapę i tradycyjnie kierujemy się na Bielsko Białą. Po zmroku dojeżdżamy na peryferię BB. Skonsternowani i zdeprymowani jak 4 jeźdźców Apokalipsy w oparach nadciągającej nocy docieramy do zaczarowanej siedziby Wojtka i Małgosi. Bardzo serdecznie przyjęci przez gospodarzy podziwiając walory kuchni Gosi i architektoniczne aspiracje Wojtka oddajemy się w objęcia Morfeusza.
21.09.06r. wyprawa na Korsykę dzień 2

07:00 śniadanko, kawka i w drogę!!!. Granica w Cieszynie przywitała nas zimną mgłą. Po drodze oglądamy kilka kolizji i około 10:00 wyjeżdżamy z zamglonych Czech. Słoneczna Austria, inny świat i inne drogi, nie goni już siermiężność socjalizmu. Ciesząc się dobrą nawierzchnią i niechrzczonym paliwem, niesieni na skrzydłach „pegazów " pomykamy wartko w kierunku Tyrolu. Pogoda wspaniała. Trasa biegnie wzdłuż Dunaju. Po drodze mnóstwo dojrzewających winogron, powyżej  stare ruiny zamków i obronnych warowni. Nie zmniejszając prędkość docieramy do Tyrolu, krajobraz jak z bajki. Powoli zachodzące słońce dodaje uroku otaczającym nas górom,

 -mamy wrażenie, że otwierają się nam wrota do raju. W takim nastroju wjeżdżamy do Innsbrucka. Wcześniej zarezerwowany nocleg znajdujemy bez problemu i tu...rozczarowanie...pokój, w którym

mamy nocować przypomina kuszetkę transsyberyjskiego pociągu;))). Od wyjazdu z domu zrobiliśmy 1200km.W Innsbrucku czekał już na nas Andrzej, który dojechał z Poznania. Wieczorem krótkie Polaków rozmowy i odpływamy.......

 

 

 

Wyprawa na Korsykę 22.09. 2006 r.

 

Źeśki tyrolski poranek, wspólne śniadanko i tniemy na przełęcz Brenero. Zaskakują nas bramki na autostradzie, bulimy 8 Euro od motocykla - było jednak warto!!! Przed nami otwierają się "schody do nieba". Alpy po włoskiej stronie rzucają nas na kolana. Chłodnę górskie powietrze, wschodzące słońce i ciągle zmieniające sie barwne widoki... Droga gładka jak lustro, modele idą jak podcięte batem, dwa kolejne tankowania i jesteśmy koło Modeny. Pogoda wymarzona!!! U nas już jesień a tutaj lato w całej krasie,))) Cyprysy, oleandry, gaje oliwne, palmy... Ciągle zaskakuje nas cos nowego. Na pewno jesteśmy  już w Italii bo przydrożne laski maja ciemniejsza karnacje ;))) Godzina 15ta jesteśmy w Parmie. Krótki obiadek przed przełęczom Abetone - zzampone, spaghetti i ravioli. Przepiliśmy mocnym esspreso i dalej w drogę. Najedzeni przeszywamy w poprzek Apeniny w kierunku Toscanii. Winkle, winkle i winke... Widoki jeszcze piękniejsze niż w Tyrolu, "kopara nam opada na asfalt" Tak jesteśmy podjarani ze w ferworze jazdy Konrad traci lewy kufer. Rozpadł sie w drobny mak, cale szczęście ze był tam tylko śpiwór. Przejeżdżając przez Pizę widzieliśmy taki spartolony budynek;))) podobno Polacy próbowali to prostować.. Ale sie nie udało;))) Chwila i jesteśmy w Livorno!!! W porcie robimy niezłe zamieszanie szukając promu, kupujemy bilety na następny dzień na 9:00. Jest godzina 22:00 - bardzo ciepły letni wieczór, tutaj właśnie zaczyna sie wszystko budzić do życia a my nie mamy gdzie spać. Wykorzystując lingwistyczne umiejętności Gosi i aparycje Romka po godzinie znaleźliśmy nocleg.

Pozdrawiamy!! Bawcie sie dobrze, bo my sie bawimy;)))

 

23.09.06r. Wyprawa na Korsykę dzień 4

Noc minęła szybciej niż sie zaczęła. Spaliśmy w dwóch grupach, w dwóch rożnych hotelach. O 8:00 spotkaliśmy sie w porcie. Nasz prom odpływa o 9:00. Na promie lajcik... Leżaczki, pogoda kryształ, na śniadanko owoce morza w promowej kantynie. 4 godziny i lądujemy w Bastii na Korsyce. Żar leje sie z nieba, na termometrze Wojtka 33 stopnie w plusie. Do okoła daktylowe palmy, kaktusy i mnóstwo innej egzotycznej roślinności. Wszystko kwitnie i dojrzewa cały okrągły rok. Kierując sie zielonymi drogowskazami za sugestia Arka, który czeka na nas na miejscu, mkniemy w dół Korsyki jej wschodnim wybrzeżem na Porto Vehio. Po drodze kosztujemy korsykańskiej pizzy i piwa w przydrożnej restauracji. Pełna egzotyka - obsługa jest czarna;))) Później zrobiliśmy jeszcze jedna przerwę i wypiliśmy kawę nad samym brzegiem morza Tyreńskiego. O 19tej dojeżdżamy do Pianatoli gdzie od 3 godzin czekał na nas Arek z Martą i ich mała Julitka. Powitanko, zakupy i jedziemy rozlokować sie w zarezerwowanym przez nas gospodarstwie agroturystycznym w pięknej dolinie St. Michael. Dookoła góry, dzika przyroda, hektary winnic i gajów oliwnych. Dom jest przecudny, typowy w swej charakterystyce dla starej korsykańskiej architektury. W środku pełen komfort, olbrzymi kominkowy salon, cztery oddzielne sypialnie, każda z łazienką, dodatkowego uroku dodają stare korsykańskie meble. Szybkie rozpakowanko i siadamy do powitalnej kolacji przy pięknie nakrytym stole - zasługa Gosi i Marzenki. Mocno zakrapiana impreza kończy sie późno w nocy. Niektórzy nie mogą trafić do swoich lóżek...

Pozdrawiają Was serdecznie Krzysztof,Konrad i cala ekipa!

 

24.09.2006 r Wyprawa Korsykę dzień 5

 

Po burzliwych nocnych wyczynach całej ekipę udaje sie poskładać dopiero na godzinę 12tą!! Obfite wspólne śniadanie - atmosfera jest cudna, czujemy sie jak jedna wspólna rodzina. Przed wyjazdem w trasę odwiedza nas właściciel całej doliny i życzy udanego pobytu na Korsyce. Zapinamy nasze maszynki i udajemy sie zachodnim wybrzeżem przez Sartene w kierunku na Ajjacio. Wszędzie południowe klimaty, cudowne plażę, klimatyczne kafejki i przydrożne knajpy, wszystko to skąpane w gorącym słońcu;))) Pora jest obiadowa, na pół godziny przed rozpoczęciem sjesty zatrzymujemy sie w malej restauracji, która znajduje tuz przy plaży. W cieniu daktylowych palm jemy mule (małże) i wszystko to zapijamy tutejszym piwem. Robimy sobie przerwę i buszujemy po włościach Posejdona. Woda jest jak kryształ, widoczność na 50 m. Dno skalisto -piaszczyste, mnóstwo kolorowych ryb, glonów, meduz i jeżowców. Trzeba uważać na jeżowce - Wojtek jednego zaliczył. Odświeżeni pomykamy dalej, jest tak ciepło ze jedziemy w T-shirtach. Tniemy w kierunku miasteczka Filitose, zachował sie tam cały kompleks pierwotnych siedlisk ludzi kultury Cromacnion i epoki brązu. Wracając wcinamy sie w wyspę i lądujemy w Sartene gdzie zaliczamy lokalny festyn i w miejscowym kościele robimy sobie zdjęcia przy krzyżu pokutnym. Przed 20ta w pierwszych kroplach deszczu wracamy do naszej hacjendy. W nocy przeszła potężna burza, praktycznie do rana Zeus walczył z Posejdonem, nam jednak to nie przeszkadzało, gdyż po wrażeniach całego dnia natychmiast zapadliśmy w objęcia Morfeusza...

 

25.09.2006 r Wyprawa Korsykę dzień 6

 

Pochmurny ranek nie wróży nic dobrego. Chmury przysiadły na szczytach gór wokół doliny, w której znaleźliśmy schronienie. Śniadanie złożone z korsykańskich przysmaków - suszone mięso, sery, winogrona, które rwiemy prosto z krzaka. Przy stole dyskusja... Co robimy??? W planie mieliśmy zwiedzanie Ajjacio - miasto Napoleona, miejsce, w którym sie urodził i miejsce, które tak znienawidzili ze nigdy do niego nie wrócił. Mamy tam jednak ponad 100 km ciągłymi winklami, mokry asfalt nie wróży nic dobrego tej wyprawie. Szybka decyzja!! i zmiana planu - jedziemy do Bonifacio ;))) to tylko 20 km. Droga na przemian raz deszcz raz słońce - na osłodę przecudne krajobrazy, klimatyczne zatoczki i zapach makii śródziemnomorskiej. Wjeżdżamy do Bonifacio, tutaj wita nas kosmiczny krajobraz - wysokie klifowe wybrzeże 1000ce lat rzeźbione przez wiatr, deszcz i słońce wyglądają jak tło filmu science fiction. Miasteczko bardzo klimatyczne, domy zawieszone jak orle gniazda nad brzegami morskiego urwiska. Nad wszystkim góruję Cytadela. Pada deszcz - zatrzymujemy sie na kawę. Po długich nagabywaniach przez speca od turystycznego marketingu, dajemy sie namówić na godzinny przejazd łódką motorową. Główna atrakcja to oglądanie klifów, jaskiń i klimatycznych zatoczek od strony morza. Wrażenie jest powalające. Deszcz i sztormowa fala powoduje ze niektórzy z pasażerów maja niezłego pietra;))) Łódka zachowuje sie jak łupina orzecha miotana na falach!!! Po godzinie cali i zdrowi lądujemy na nabrzeżu, Szybkie zakupy i w strugach deszczu wracamy na miejsce naszego noclegu. Wieczorem znowu smakowa rozpusta;)) Gosia z Marzena królują w kuchni i raczą nas wszystkim co na Korsyce jest najlepsze. Niebiańskie korsykańskie sery popijane tutejszym winem dają nam wrażenie przedsionka raju;)))))

 

26.09.2006 r.  Wyprawa Korsyka dzień 7

 

Ranek wita nas drobnym deszczem. Decydujemy sie przy śniadaniu, że damy rade dojechać do Ajjacio. Patrząc na nakryty stół wracamy pamięcią do szkolnych lektur - Homera, "Iliady" "Odysei" nie możemy uwierzyć ze tu jesteśmy. Droga do Ajjacio prowokuje nas i wyzwala w nas wole motocyklowej rywalizacji. Nawierzchnia dróg oraz zakręty są tak ukształtowane, ze przytarcie podnóżka lub bocznego kufra nie jest żadna sztuka. Ponad 100 km wy odcinek ku naszemu zaskoczeniu pokonujemy szybciej niż planowaliśmy. Zjeżdżając w dół widzimy lazurową zatokę nad brzegami, której rozłożyło sie napoleońskie Ajjacio!!! Zatrzymujemy sie w jachtowym porcie tuz przy redzie. Wyraźnie czuje sie ze główny sezon turystyczny zbliża, się ku końcowi. Mnóstwo zacumowanych jachtów. W około przepełnione ogródki tutejszych kawiarni. Amerykańscy milionerzy, japońscy turyści, południowy gwar, czarna obsługa i my w tym wszystkim - hmm.. Trudno uwierzyć. Na pierwszy ogień muzeum Kardynała Fucha. Przebiegły kardynał z pomocą swojego bratanka, który podbił polowe europy, zgromadził druga, co do wielkości kolekcje malarstwa we Francji. Cos dla ducha i oka. Wywalamy gały na Tycjana, Kanaletta, Bocaccacia i innych wielkich. Przemiezajac główny deptak sycimy oczy wystawnością przenośnych straganów, luksusowych sklepów, wystaw jubilerskich - wszystko to w scenerii palm, kaktusów i innej południowej roślinności, której nie potrafimy zidentyfikować. Nerwowo staramy sie odszukać bulwar prowadzący do największego na świecie pomnika Napoleona. Po drodze robimy sobie fotografie pod nieco mniejszym pomnikiem, gdzie Napoleon uwiecznił sie na koniu w towarzystwie swoich braci i kuzynów. Duży pomnik ukazuje Napoleona w typowej dla niego pozie. Stoi i patrzy z góry na miasto, które tak znienawidził. Wchodząc po schodach mijamy kolejno nazwy pól bitewnych. Nachodzą nas mieszane uczucia oraz świadomość jak szybko przemija czas... Lekko zadumani wracamy do naszej hacjendy. Szybko przygotowujemy kolacje, ponieważ wcześniej umówiliśmy sie z Arkiem i Marta. Ucztując jak greccy bogowie snujemy plany na kolejne dni.

 

27.09.06r. wyprawa na Korsykę dzień 8.

Pięknie wschodzące słońce, po dwóch dniach deszczu, pobudziło nas i śniadanie zjedliśmy wcześniej niż zwykle. Kulinarne wrażenie obfitości korsykańskiej kuchni zakłóciła nam informacja, że Konrad chce wracać do Polski. Już wczoraj kupił w Bonifacio bilet i nikogo o tym nie poinformował. Razem z Andrzejem jadą w czwartek do Niceii i wracają przez Francje do Polski. Lekki szok i zmiana planów. Wsiadamy na modele i jedziemy do Propiano na cudowną dzika plaże. Mała lazurowa zatoczka, nad którą po obu stronach królują monstrualne masywy skalne. Z lewej strony skała przypomina siedzącego lwa, sielskiego klimatu dodaje wałęsająca się po plaży bezpańska dzika krowa. Woda jest ciepła, słona i czysta. Cudowne dno, ryby i nieznana nam roślinność morska-wszystko to mamy na wyciągnięcie ręki.Lekko odstresowani od porannej wiadomości jedziemy do Bonifacio. Wjeżdżamy na najwyższy punkt cytadeli i tam parkujemy nasze motorki. Miasto skąpane w słońcu, odkrywa przed nami zupełnie inne wrażenia niż te, które udało nam się przeżyć 2 dni wcześniej. Do wieczora błądzimy wąskimi uliczkami. Odwiedzamy małe klimatyczne sklepiki z pamiątkami. Wdychamy orientalne zapachy, które roznoszą się z licznych kafeterii i restauracji. Wieczorem podczas kolacji podejmujemy decyzje, że wobec zaistniałe sytuacji zmieniamy plany i jutro opuszczamy naszą hacjendę, w której prze ostatnie 5 dni przeżyliśmy tyle wspaniałych chwil i wrażeń.

 

 28.09.06r. wyprawa na Korsykę dzień 9

Ranek budzi nas nerwową atmosferą. Andrzej z Konradem pośpiesznie jedzą śniadanie i wyruszają do Ajaccio, skąd maja prom do Niceii. My z mieszanymi uczuciami żegnamy się z naszymi przyjaciółmi Arkiem, Kukim, Martą i ruszamy w drogę. Pogoda piękna, na niebie ani jednej chmurki. Na  punkt docelowy wybieramy Corte. Jeszcze przed Sartene wybieramy drogę w głąb wyspy. Krajobraz i droga zmienia się jak w kalejdoskopie. Ostro wijące się serpentyny oraz zaleganie się w uszach uświadamiają nam, że w szybki tempie oddalamy się od poziomu morza. Przyroda zmienia się, jest bardziej dzika. W krajobrazie zaczynają królować ulubione drzewa Hansa Klosa - kasztanowce (kasztany z placu Pigalle). Coraz częściej pod koła wpadają nam beztrosko pasące się krowy świnie kozy dzikie konie i muły. Jest to dodatkowy problem, ponieważ droga staje się coraz bardziej kręta i niebezpieczna. Na odcinku niecałych 100 km wjechaliśmy na wysokość 1400 metrów. Na 18:00 jesteśmy w Corte. Robimy tankowanie i szukamy miejsca na nocleg. W ostatniej chwili wynajmujemy 2 pokoje w hotelu pocztowym. Rozkulbaczamy motocykle, szybki prysznic,wspólna kolacja z własnych zapasów i idziemy zwiedzać miasto. Jest już wczesny wieczór. Wąskie uliczki w latarnianym świetle, kamienne schody i mury cytadeli- wszystko jak ze snu. Prawda to?- Czy sen? Wieczór kończymy w winiarni, gdzie do końca zacierają nam się granice snu i rzeczywistości.

 

29.09.06r. 10 dzień wyprawy

Budzimy się z lekkim bólem głowy. Nerwowa szamotanina przy bagażach. Wspólne śniadanko z zapasów. Troczymy osiołki i o 11:00 jesteśmy już w trasie. Drogą numer 18, a później 84 kierujemy się na najwyższy punkt Korsyki, który można zdobyć na 2 kółkach. Przełęcz leży na wysokości 1467m. Cały czas jesteśmy pod wrażeniem Korsyka bez przerwy zaskakuje nas czymś nowym. Krajobrazy zmieniają się w niesamowitym tempie i powalają nas swym bogactwem. Z Corte przez Porto do Calvi robimy około 180km. Mamy jednak wrażenie, że na tym odcinku udało nam się przejechać kilka kontynentów. Wydawało nam się, że byliśmy w Kolorado, w Tyrolu, na francuskiej Riwierze, w parku Yellowstone - każdy przejechany kilometr zaskakiwał nas coraz bardziej. Zadawaliśmy sobie pytanie. Gdzie jest ta górna granica? - (po przekroczeniu, której następne kilometry przestaną nas zaskakiwać) - tej granicy nie udało nam się przejechać. Powaleni ogromem i różnorodnością przeżyć dojeżdżamy do Calvi. Bez problemów znajdujemy tani schludny hotel z basenem, w linii prostej 30 m od plaży. Szybki prysznic i wychodzimy na miasto. Obiecaliśmy sobie dopełnić wrażenia obfitą kolacją. W planie Frutti dimare. Polecona restauracja pęka w szwach. W przyległych ogródkach wszystko zarezerwowane. Wolne miejsca tylko w wewnątrz. Decydujemy się i jest super. Po smakowej rozpuście udajemy się na wieczorny spacer po jachtowym porcie. Mamy szczęście, bo udaje nam się obejrzeć niesamowite widowisko. Piękny port, noc, księżyc odbija się w wodzie. Nagle niebo spada nam na głowę fontanną  fajerwerków. Przez 45 minut z otwarta koparą patrzymy na gigantyczny spektakl sztucznych ogni. Na koniec z zacumowanego w pobliżu jachtu słyszymy gromkie brawa i melodię Happy Birthday. Tak bawią się milionerzy.- Nachodzą nas  różne refleksje. Spacerujemy wąskim uliczkami Cytadeli. Przy koszarach Legi Cudzoziemskiej skręcamy w prawo i kamiennymi schodkami dochodzimy do miejsca gdzie stał dom w którym urodził się Krzysztof  Kolumb. Kolacja, wino spacer, zapach portu wrażenia i refleksje szybko przenoszą nas w objęcia Morfeusza - rano niektórzy mają wrażenie, że był to tylko sen.

 

30.09.06r. 11 dzień wyprawy na Korsykę

Poranna kąpiel w basenie zmywa do końca resztki wczorajszych wrażeń. Przy śniadaniu postanawiamy kupić powrotne bilety na prom tu w Calvi, w przedstawicielstwie Corsica Ferriers. Skaczemy na osiołki i po bilety. W kasie szok, okazuję się, że za powrót na kontynent życzą sobie 110% więcej. Postanawiamy zdać się na last minit i walimy dalej. Kierunek Cap Corsika. Pogoda piękna, żar leje się z nieba. Flora jest trochę uboższa. Ciągle jednak widzimy kasztanowce, drzewa figowe i orbużą. W wyższych partiach wąsko listne krzewy i wrzośce. W dolinach palmy daktylowe, opuncje i agawy. W St. Florent wjeżdżamy na drogę, która ostro wrzyna się w strome wybrzeże. To nie droga tylko sztucznie ukształtowane półki skalne, które wiją się serpentynami jak okiem sięgnąć. Wrażenie robi bogactwo skał, które zmieniają nieustanie swój kolor. 15:00 jesteśmy na najdalej wysuniętym na północ parkingu do którego dojeżdżają autokary. Kilka pamiątkowych fotek i ku zazdrości austryjackich emerytów i tniemy dalej na północ. W pół godziny docieramy do małej przystani, w Barcaggio gdzie na wyciągnięcie ręki mamy latarnie morską na Cap Corse. Droga do Basti jest typowa dla wschodniego wybrzeża. Można odwinąć i miękko szlifować podnóżki. Wraz z pierwszym zmrokiem szukamy miejsca na nocleg i tu niespodzianka - Romek gubi klucze od BMKi. Nerwowo rozkulbaczamy bagaże i idziemy szukać zguby. Zmęczeni i głodni dajemy w palnik i wrzucamy coś do pieca. W drodze powrotnej ku naszej radości odnajdujemy zgubę i postanawiamy to uczcić. Dalej nie pamiętam.

 

01.10.06r. 12 dzień wyprawy na Korsykę

Śpimy dość długo. Prom mamy o 13:00. Szybkie pożegnanie z Korsyką i już leżymy na górnym pokładzie. Pogoda dopisuje, co źle komponuje się z naszym pragnieniem. Ku zgorszeniu całej czeredy czeskich i austryjackich emerytów, leczymy naszą chorobę eliksirem vino la carton. Krótka drzemka na leżaczku i jesteśmy w Livorno. Beztrosko wyjeżdżamy z portu i walimy na Pizę. Po drodze przejeżdżając koło koszar podziwiamy piękną opaleniznę i nie tylko, dziewczyn, które tam stoją (podziwiamy z lotu ptaka). Piza wita nas ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. Szybko lokujemy się w znalezionym hotelu i wychodzimy na miasto. Jest niedzielny ciepły wieczór. Kolację jemy w restauracji i nie do końca usatyskwakcjonawani idziemy szukać krzywej wieży. Miasto jest malownicze i śliczne.Egzotyki dodaje nocne życie, uliczny gwar, śpiewy i dźwięki gitary. Wieża i katedra w nocnym świetle wydają się jakby mniejsze. Nachodzą nas refleksje i melancholia, uświadamiamy sobie, że nasza podróż zbliża się ku końcowi. Do hotelu wracamy trochę po północy i zasypiamy.

 

02.10.06r. 13 dzień wyprawy na Korsykę

Śpimy do 10:00. Przy śniadaniu mała zadyma w jadalni. Typowe- to Italia. Makarony mają swoje humory. Olewamy to i tniemy przez Toskanię w kierunku Florencji i Wenecji. Przelatujemy koło Bolonii. Dzień jak by stracony- to poniedziałek,  to co ciekawe jest pozamykane ( pamiętacie ten film?,, Nie lubię poniedziałku"- to właśnie to). Suma sumarum przelatujemy koło 400km i lądujemy w Udine. Na dzień dobry doznajemy lekkiego szoku- ceny noclegów jak w pierwszej klasie na Tytaniku. Romek włącza GPSa i azymut na hotel dworcowy -tam ceny trochę lepsze. Kolacja koedukacyjna z dobrym winem i dyskusja nad kolorem podszewki naszego portfela. Dochodzimy do wniosku, że stać nas jeszcze na 2 dniowy skok na Słowacje do ciepłych źródeł.

 

03.10.06r. 14 dzień wyprawy na Korsykę

Wstajemy dość wcześnie. Jesteśmy mile zaskoczeni serdecznością obsługi przy śniadaniu. Posileni dziarsko okraczamy nasze kochanki i pomykamy w kierunku granicy. W Austrii wszyscy odczuwają jakąś dziwną radość i dla tego robimy krótką przerwę na kawę, która na pewno nie smakuje tak jak na Korsyce. Chyżo zbliżamy się do Wiednia. Kolejne tankowanie i jesteśmy na madziarskiej ziemi. Węgry to tylko chwilowy epizod i już jesteśmy na  Słowackiej stronie. Jeszcze przed zmrokiem docieramy do Starego Mederu. Wymieniamy kasę i kierujemy się do znajomego Wojtka, który obiecał nam noclegi. Do dyspozycji dostajemy cały domek z ogródkiem, parkingiem, tarasem i grilo-kominkiem. Każda sypialnia ma łazienkę, jest super. Na powitanie właściciel częstuje nas destylatem z brzoskwiń

- ambrozja!!!. Wszystko za śmieszną cenę. Kolacja w pobliskiej knajpie, do naszego zamówienia musiano dostawić dodatkowy stół-tyle tego było. Poezja.

 

04.10.06r. 15 dzień wyprawy na Korsykę

Budzimy się wcześnie. Wspólne klimatyczne śniadanko na tarasie i idziemy do kąpieliska. Kupujemy bilet na cały dzień i skok do basenu. Woda jak w ruskim samowarze siedzimy i gotujemy przydatki. Sezon chyli się ku końcowi, w wodzie tylko emerytowane syreny i słonie morskie. Na pocieszenie dobre piwo i chlup do basenu. Tak do 17:00

i wracamy do siebie. Szybka zmiana dekoracji i idziemy na kolację do knajpy z dziczyzną. Jeleń, chaluszki, świnia w sosie czosnkowym do tego białe wino i piwo. Na koniec destylat gruszkowy- genialny.

 

05.10.06r. 16 dzień wyprawy na Korsykę

Rano wstajemy bez pośpiechu. Do Polski mamy tylko 300km. Obfite śniadanko z parówkami i winogronami, płacimy naszym gospodarzom i w drogę. Słowacją i Czechy przelatujemy z jednym tankowaniem. W Bielsku Białej wita nas Grześ Czarnecki z żoną. Wciągamy golonkę i wymieniamy pierwsze wrażenia. Oglądamy kolekcję starych motocykli- z pietyzmem gromadzonych przez Grzegorza. Na 18:00 jesteśmy w Międzyrzeczu, w pieleszach Wojtka i Małgosi. Wróciliśmy do miejsca wyjazdu. Wieczorem balanga przy ognisku(podziękowania dla Krzysia za duszonki-były pyszne). Pierwszy  pokaz zdjęć z wyprawy, tęgo zakrapiana wymiana wrażeń i aciu.

 

 

06.10.06r.  17 dzień wyprawy połączony z imprezą motocyklową kończącą tegoroczny sezon motocyklowy „Wisła 2006" organizowany przez Wojtka i Małgosię

Rano późne śniadanko po wczorajszej imprezce, pakowanko i do Wisły. Pogoda świetna - prawdziwa polska złota jesień! Temperatury jakby jeszcze letnie. O 16.00 jesteśmy całą korsykańską grupą na miejscu. na zakończeniu Sezonu Podróżników Motocyklowych „WISŁA 2006"

 

W pięknej scenerii Beskidów i w cudownej jesiennej pogodzie w dniach 6-8.10. odbyła sie juz kolejna, piąta edycja imprezy organizowanej w celu wymiany wrażeń i spostrzeżeń z odbytych w tym sezonie podróży motocyklowych przez uczestników zlotu. Spotkanie miało miejsce na terenie małego skansenu w góralskiej izbie zwanej „Drewutnia"  www.drewutnia.eu , a uczestnicy byli zakwaterowani częściowo na jego terenie, częściowo na terenie pobliskiego „Domu Turysty PTTK". Grupa motocyklowych podróżników liczyła ponad 60 osób przybyłych dosłownie z całej Polski, a najdalszą  drogę na spotkanie pokonał kś. Witalij z Charkowa. Spontaniczne spotkanie w klimacie góralskiej chaty rozpoczęte w piątkowy wieczór, przy grochówce i piwku, nie miałoby chyba końca, tyle było wymiany zdań i pokazów zdjęć z odbytych motocyklowych wypraw. Zwyciężył jednak rozsądek bo następnego dnia dzień był przeznaczony na wycieczkę po terenie przepięknych, kolorowych o tej porze roku Beskidów.

 

 

07.10.06r  to juz 18 dzien wyprawy połączony z pobytem na zlocie.

 Z bazy zlotu w Wiśle Czarnej droga prowadziła obok zapory na Czarnej Wisełce, Pałacu Prezydenckiego wybudowanego w latach międzywojennych, na przełęcz Kubalonka. Następnie Istebna gdzie uczestnicy mieli okazję odwiedzić izbę pamięci wielkiego himalaisty Jerzego Kukuczki,prowadzoną przez jego małżonkę, oraz zapoznać sie z pięknym folklorem góralskim w Chacie Jana Kawuloka. W Koniekowie oczywiście koniakowski koronki, i nie tylko, bo damskie i męskie stringi chyba miały większe powodzenie. Później wspaniały widok na panoramę gór z „Kociego Zamku" i przejazd do Jaworza koło Bielska Białej, gdzie podziwialiśmy przepiękną prywatną kolekcję zabytkowych motocykli naszego uczestnika zlotu Grzesia Czarnieckiego z kultowymi Sokołami 600 i 1000 na czele. Powrót do bazy przez Szczyrk i przełęcz na Salmopolu. W „Drewutni" czekały już na nas smakowicie upieczone prosiaki i góralska kapela. Biesiada przy wspaniałej muzyce, przyśpiewkach i regionalnych kawałach trwała do północy.

 

08.10.06r 19 dziewyrawy połączonej ze spotkaniem motocyklowym w Wiśle Czarnym

Czas jednak szybko płynie i nastał dzień pożegnania i rozjazdu. Zakwitły pomysły podróży które planujemy odbyć w następnym sezonie, powstały pierwsze plany nowych motocyklowych wypraw. Organizatorzy spotkania, Wojtek Ilkiewicz i Małgosia Rzadkosz którzy w kwietniu powrócili z podróży „Dookoła Świata" www.dookolaswiata.pl , a dosłownie w przeddzień rozpoczęcia zlotu powrócili z wyprawy na Korsykę pożegnali uczestników w niedzielny poranek, życząc wszystkim „szerokiej drogi" i szalonych pomysłów podróżniczych na przyszły sezon! Obiecujemy również na łamach Ś.M. podzielić się wkrótce wrażeniami z pobytu na tej fascynującej wyspie.

 
Do zobaczenia na motocyklowych podróżniczych trasach!!!

--KrisS. (www.kamil.info)