Sycylia - Włochy, Italia, Italy (Galeria 3)
Flaga - Kliknij !


Wyprawa Kreta 2002 - Sycylia

07.05 - Oczywiście poprzedniego dnia wieczorem zjedliśmy bardzo przyzwoitą kolację (nieco droższą niż w obrębie greckich wysp, ale bardzo smaczną, no i oczywiście z lampką wina), po której nam się bardzo dobrze spało, pomimo, że nie spaliśmy w łóżkach z baldachimami. Ale teraz już o wiele sprawniej znaleźliśmy sobie na promie spokojne i wygodne miejsce do spania. Tym razem naszą sypialnią była specjalna sala przystosowana do grania w karty i gry planszowe (te promy sa naprawdę niesamowite!). Było to pomieszczenie z miękką wykładziną, wygodnymi fotelami itd. Co tu dużo pisać, warunki luksusowe. Pierwszy rozłożył się Kris i od razu usnął. Szczerze mówiąc miałem trochę oporów, w zasadzie trudno to nazwac po imieniu, po prostu miałem wrażenie, że w jakis sposób będę przeszkadzał ludziom, którzy tam grali w karty. Ale w końcu poczułem się tak senny, że przestało mnie to interesować i poszedłem spać. I co dziwne ludzie jakby ciszej zaczęli się zachowywać, tak jakby nie chcieli nam przeszkadzać...
Obudziłem się rano, spało mi się wyśmienicie, Krisa nie było, domyśliłem się, że dopływamy już do Palermo i pobiegł zrobić jakieś zdjęcia. Obok mnie zauważyłem gniazdko elektryczne z podłączonymi do niego akumulatorkami do kamery i aparatu cyfrowego Krisa - zapowiadał się przecież intensywny we wrażenia dzień i aparatura rejestrująca musiała być przygotowana!
Po zejściu na ląd od razu pognaliśmy kupić bilety na następny prom: następnego dnia rano chcieliśmy być już na Sardynii. Niestety wszystko było jeszcze pozamykane, więc zajrzeliśmy do baru portowego: trzeba było przecież skonsumować jakieś śniadanie. Atmosfera takich małych włoskich barów, gdzie miejscowa ludność wpada rano, żeby wypić filiżaneczkę mocnego espresso lub cappuccino jest bardzo specyficzna. Na czym to polega? Trudno tak od razu to zdefiniować, ale ja odnoszę takie wrażenie, że wszyscy są do siebie przyjaźnie nastawieni, że ludzie, którzy rano zaglądają do takich "swoich" barów, po prostu mają ochotę przywitać się ze swoimi znajomymi, zamienić kilka słów i pognać do codziennych obowiązków. Po szybkim śniadaniu kupiliśmy bilety na wieczorny prom na Sardynię, pożyczyliśmy samochód i ruszyliśmy w drogę: celem była Etna. Na początku jechaliśmy wzdłuż północnego wybrzeża Sycylii. Widoki były przepiękne. No i te fantastyczne tunele! Wyglądały naprawdę imponująco. Po drodze zatrzymaliśmy się w jakiejś małej mieścinie, żeby zrobić kilka zdjęć i kupić jakieś jedzenie. Wtedy zajrzeliśmy do takiego małego lokalnego sklepiku. Jak sprzedawcy się zorientowali, że mają do czynienia z turystami-obcokrajowcami to zaczęli nas wypytywać skąd jesteśmy i dokąd jedziemy. Jak dowiedzieli się, że jesteśmy z Polski to wypowiedzieli dwa magiczne słowa: Zbigniew Boniek. Lecha Wałęsy już nie kojarzyli, ale nazwisko naszego polskiego piłkarza wypowiedzieli bezbłędnie. Jak wielka jest siła sportu? Znam kilku Włochów z północy. I jak tak z nimi kiedyś rozmawiałem to wyczułem, że nie przepadają oni za południem: nie utożsamiają się z Sycylią, niektórzy z nich wprost mówili mi, że nie zamierzają jeździć na południe. I tego przyznaje, nie rozumiem. Sycylijczycy wydali mi się bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów. W ogóle sprawiali wrażenie bardzo przyjaźnie nastawionych do ludzi, o czym się kilkakrotnie w ciągu jednego dnia pobytu na Sycylii przekonaliśmy. A może nie są przyjaźnie nastawieni tylko do ludzi z północy?
W końcu skręciliśmy z wybrzeża w jakąś drogę w głąb wyspy i zaczęliśmy się kierować w stronę Catanii. Pogoda była niestety pochmurna. Wiedzieliśmy, że nie uda nam się dostać zbyt blisko Etny: żeby to zrobić konieczne jest odbycie dosyć długiej pieszej wycieczki, na co nie mieliśmy niestety czasu, a i pogoda nie była specjalnie zachęcająca. Zaleźliśmy jakieś dogodne miejsce w pobliżu Catanii, zrobiliśmy zdjęcia i zaczęliśmy wracać w kierunku Palermo i Trapani (skąd odpływał wieczorem nasz prom na Sardynię). W drodze powrotnej mieliśmy jeszcze odwiedzić miasteczko Corleone. Dlaczego akurat to miasteczko? Tylko i wyłącznie ze względu na mafijną nazwę:. Chciałem zobaczyć, jak prezentuje się ta mieścina. I muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowany. Spodziewałem się włoskiej zaniedbanej biednej sycylijskiej wioski, a Corleone okazało się całkiem sporym zadbanym miasteczkiem. Czasu niestety mieliśmy bardzo mało, a więc po szybkich zakupach (trzeba było przecież kupić jakieś sycylijskie wino) ruszyliśmy w drogę powrotną. Czasu mieliśmy naprawdę niewiele i aby zdążyć na prom musieliśmy nieźle "grzać". I wtedy jak na złość zabłądziliśmy. Niestety drogi na Sycylii są bardzo źle oznakowane. A jak już trafi się jakaś przebudowa i konieczność objazdu to tak naprawdę trudno przewidzieć, gdzie się wyjedzie. Niestety nas to spotkało i po prostu zabłądziliśmy. W pewnym momencie już sami nie wiedzieliśmy, w którą stronę powinniśmy jechać. A było to takie odludzie, że i zapytać się o drogę nie było, kogo. I wtedy na naszym horyzoncie ukazała się stacja benzynowa - nasze wybawienie. Pracownik stacji benzynowej wsiadł we własny samochód i powiedział, żebyśmy jechali za nim. I tak wyprowadził nas na właściwą drogę, którą dojechaliśmy wprost do Trapanii. Gdyby nie on z pewnością nie zdążylibyśmy na prom. Rozpoczynała się trzecia noc z rzędu, którą mieliśmy spędzić na morzu...
Maciek


Powrót | Back