Paragwaj, Republika Paragwaju, Paraguay, República del Paraguay
Flaga - Kliknij !

 
Wszystkie zdjecia © Sławek Sznurczak

Zapomniany Paragwaj - Sławek Sznurczak
Targowisko

Opuściłem już gościnną, lecz niezwykle drogą Brazylię- kraj Samby, futbolu i gorących kobiet. Przeszedłem przez most w Foz do Iguacu i znalazłem się w Paragwaju- państwie o terytorium większym od Polski, lecz liczącym tylko 5 milionów mieszkańcow.

Moja przygoda z tym krajem zaczęła się w Ciudad del Este- mieście leżącym w trójkącie trzech krajów- Brazylii, Argentyny i Paragwaju. Miasto to jest jednym wielkim targowiskiem, przypominającym ulice i targowiska polskich miast z początku lat 90-tych. Przez most graniczny z Brazylią przelewała się fala przemytników, wiozących sprzęt hi-fi i video do Brazylii oraz brazylijską kawę do Paragwaju. Wypiłem dwie cole z gorąca i opuściłem dość szybko to dziwne rozkrzyczane miasto kierując sie do stolicy kraju- Asuncion.

Skromna stolica

Prawie 80 proc. Paragwajczyków mieszka w miastach, a niecałe 15 proc. z nich zamieszkuje stolicę państwa- Asuncion, które wcale nie jest interesującym miejscem- panuje tu brud, hałas i chaos. Bardzo przypomina małe miasteczka na Kielecczyznie, jest tylko o wiele więcej samochodów, poruszających się bez przestrzegania jakichkolwiek reguł. W Asuncion dostrzegłem zaledwie kilka wieżowcow.

Poetka J. Pla pisała przed laty: "Gdy po pierwszy przybyłam do Asuncion z Hiszpanii, zrozumiałam, że znalazłam się w raju- powietrze bylo cieple, swieciło tropikalne slońce, a kolonialne domy sugerowały zmysłowy, spokojny żywot ich mieszkańców. Nocą wyruszyliśmy na spacer uliczkami Asuncion i dwie rzeczy przykuły mą uwagę- zapach jaśminów i odgłosy dochodzące z ciemności. Lecz jak każdy raj, także i ten miał swoje ciemne strony..." (tlum. S.Sz.). Nie wiem, jak ten kraj wyglądał przed laty, obecnie jednak, w porównaniu z innymi krajami Ameryki Łacińskiej, które odwiedziłem, nie ma zbyt wiele do zaoferowania turystom i być może dlatego naprawdę niewielu poszukiwaczy przygód wyrusza na podbój Paragwaju. Dla większości z nich ten kraj leży po prostu na szlaku z Brazylii do Boliwii.

Spacerując ulicami Asuncion nie czułem zapachu jaśminu, a jedynymi odgłosami, które dochodziły do mojej świadomości, był szum przejeżdzających samochodów oraz pokrzykiwania ulicznych sprzedawców. Rzucała się rownież w oczy zupełna obojętność miejscowych wobec turystów- raczej niespotykana w Ameryce Łacińskiej. W czasie mojej podróży bardzo łatwo nawiązywałem kontakty i poznawałem nowych przyjaciół. Zawsze spotykalem się z życzliwością i goscinnością- bardzo przypominajacą polską. Ludzie w Asuncion zdawali się przeczyc tej regule- no, może mieli akurat swój zły dzień.

Ale przejdzmy do bardziej pozytywnych spraw- najładniejszym budynkiem w Asuncion jest bez wątpienia Palacio del Gobierno- pałac prezydencki, w którym w latach 1954 - 1989 rezydował Alfredo Stroessner- syn niemieckiego wlaściciela browaru. Za czasów jego dyktatury nie wolno było bezkarnie spogladać na pałac. Stroessner wydał bowiem rozkaz, by strzelać do każdego, kto ośmieli się gapić na pałac. Ale to już historia. Obecnie w Paragwaju panuje oficjalnie demokracja- cóż jednak z tego, jeśli właściwie szerzy się korupcja i brutalna walka polityczna. Wielu, szczególnie starszych mieszkanców tego kraju tęskni za powrotem dyktatury, nawet jeśli wydaje nam się to co najmniej dziwne. W krainie Chaco

Chcąc lepiej poznać Paragwaj opuściłem Asuncion i udałem się do Filadelfi- stolicy niemal bezludnej krainy Chaco (mam zawsze w pamięci książkę "Tomek w Gran Chaco"). Rzeka Paragwaj dzieli kraj na dwie części- bogatszy i żyzny Wschód, zamieszkały przez większą część społeczeństwa oraz ubogi w roslinność i nieprzyjazny dla osadników Zachód- krainę Chaco- dom dla nielicznych farmerów Menonitów oraz Indian Guarani. W latach 1932- 1935 o Chaco toczyła się krwawa wojna między Paragwajem i Boliwią. Domniemano, że znajdują się tu bogate złoża ropy naftowej i innych minerałów. Paragwaj wygrał wojnę, lecz podobnie jak poprzednie wojny z Brazylią, Argentyną i Urugwajem, również i ta zdziesiątkowała męską populację Paragwaju. 36 000 Paragwajczyków zginęło w wojnie o Chaco. Obecnie region ten zamieszkuje około 80 000 ludzi. Są to głównie Indianie Guarani i farmerzy Menonici- sekta protestancka, posiadająca własne banki, szkoły i szpitale. Menonici wierzą w separację Koscioła od Państwa i są pacyfistami- w każdym razie byli. Pierwsi z nich przybyli do Chaco w 1927 r. z Kanady. Ich szeregi zasilili pózniej uciekinierzy ze Związku Radzieckiego i ukraińscy Niemcy, slużący w Wehrmachcie. Założyli wtedy kolonie, gdzie mieszkają do dziś.

Gdy znalazłem się niedzielnym popołudniem w Filadelfi, poczułem się, jakbym trafił na koniec świata. Czas zatrzymał się tu w miejscu. Nieliczni spotkani przeze mnie mieszkańcy spacerowali tam i z powrotem alejami z piasku. Mlodzież ścigała się na motorach, co wydawało się być tu jedyną rozrywką. Niektórzy wygrzewali się w piekącym slońcu (45 st. C), leniwie popijając piwo- niegdyś całkowicie tu zabronione. Mieszkańcy Filadelfi porozumiewają się dialektem niemieckim Plattdeutsch, lecz znają również język literacki Hochdeutsch oraz hiszpański. Gdy następnego dnia robiłem zakupy w jedynym w Filadelfi domu towarowym, czułem się jak w Niemczech- mnóstwo niemieckich produktów i wszędzie słyszalny język naszych zachodnich sąsiadów. Wieczorem, pijąc piwo z Gonzalo i Antonio- Indianami Guarani, mieszkającymi w Chaco, dowiedziałem się, że sztuczna cywilizacja Menonitow właściwie powoli dobiega już końca. Wielu z nich znalazło zamiłowanie w rzeczach materialnych, takich jak samochody, czy tez sprzęt video. Nie przestrzega się juz też zasad moralnych, niegdyś niepodzielnie tu panujących. Wielu Menonitów polubiło alkohol, pozwalający zapomnieć o przerażającej nudzie w Chaco. Moi indiańscy przyjaciele tęsknią za rządami dyktatora Stroessnera, kiedy to mieli dobrą pracę i pieniądze.

Wsród jaguarów i krokodyli

Opuściłem to raczej przygnębiające miejsce i wyruszyłem do północnej części Chaco- krainy pustynnych stepów, niesamowicie powykręcanych dziwacznych drzew oraz ogromnych kaktusów. Ta niezamieszkana przez ludzi okolica jest schronieniem dla licznych zwierząt- pum, jaguarów, krokodyli, tapirów oraz jadowitych węży. Teren ten jest kontrolowany przez liczne patrole żołnierzy, dla których slużba tutaj jest jakby zesłaniem na Syberię. Nie ma dróg, są tylko ścieżki leśne, które w czasie pory deszczowej przestają istnieć. Po jednej z takich własnie ścieżek porusza się teraz mój autobus, wioząc mnie i kilku innych Gringos oraz 20 Paragwajczyków do Santa Cruz, w tropikalnej części Boliwii. Przed nami około 30 godzin nieustającego podskakiwania (znam juz to m.in. z podróży Cuzco - Arequipa kilka miesięcy wcześniej). Autobus wlecze się 20 kilometrów na godzinę i wciaż się chwieje, grożąc przewróceniem. Panuje niesamowity upał (ponad 40 st. C.). Przez otwarte z konieczności okna piasek i pył wdziera się do autobusu i przenika przez ubrania. Chcę mi się pić. Jedyną rekompensatą za te męki są tylko przepiękne i unikalne krajobrazy Chaco. Czasami udaje mi się dostrzec zwierzęta- raz nasz autobus musiał się nawet zatrzymać, by przepuścic leniwie człapiącego po drodze krokodyla.

Będę szczęśliwy, gdy dotrę juz wreszcie do Boliwii.

Parę dni potem...

Znajduję się obecnie w Sucre, oficjalnej stolicy najpiedniejszego kraju w Ameryce Południowej - Boliwii. Kraj ten, o terytorium trzykrotnie większym od Polski zamieszkuje zaledwie 8 milionów mieszkańcow, w większosci Indian i Metysów.

W roku 1825 prowincja "Górne Peru" stała sie wolną, nową republiką i nazwano ją Boliwia - w dowód wdzięcznosci dla jej wyzwoliciela spod panowania hiszpańskiego - Simona Bolivara. Historia tego państwa, podobnie jak każdego innego w Ameryce Łacińskiej, obfituje w wiele burzliwych momentów. Boliwijczycy nie mieli smykalki do wojowania - przegrali wszystkie możliwe wojny. Po wojnie o Pacyfik (1879 - 1883) stracili dostęp do Oceanu Spokojnego na rzecz Chile, w 1903 Brazylia zagarnęła sporą część Puszczy Amazońskiej, a wreszcie w 1938 roku straciła 225 000 km kw. Chaco, po przegranej trzyletniej wojnie z Paragwajem (1932 - 1935). Paradoksem jest, że początkowo oba kraje nie były wcale zainteresowane Gran Chaco. Konflikt spowodowała rywalizacja dwóch koncernów naftowych - Standard Oil, popierającego Boliwię oraz Shell, stojącego po stronie Paragwaju. Mimo, że Boliwia posiadała więcej żołnierzy, warunki panujące w Chaco faworyzowały Paragwajczyków, przyzwyczajonych do upałów w Chaco.

Podatek graniczny

Przekraczając granicę między Paragwajem a Boliwią w "Ziemi Niczyjej" - Chaco można zrozumieć przyczyny klęsk militarnych Boliwii. Zołnierze paragwajscy budzili respekt, bawiąc się z nudy swoimi nowoczesnymi karabinami. Naprawdę niełatwo było ich przekonać, że nie możemy zapłacić im tych parę dolarów łapówki za prawo opuszczenia ich kraju (trzeba przecież myśleć również o tych, którzy będą jechać po nas, na szczęscie nie było z nami żadnych Japończyków...). Na tej granicy należało zachowywać się bardzo grzecznie i broń Boże ich nie denerwować.
Godzinę pózniej, na granicy boliwijskiej, zupełnie inny świat. Kilkunastoletni chłopcy w pogniecionych koszulach, uzbrojeni tylko w noże, przywitali nasz autobus. To oni strzegą granic swego kraju. Tak wlaściwie to ta granica nie istnieje - co kilkadziesiąt kilometrów mija się punkt kontroli militarnej, gdzie należy się wylegitymować i wpisać do wielkiej księgi. Zołnierze na pierwszym punkcie granicznym nie mieli nawet pieczątek, a trzeba wiedzieć, że wyjazd z kraju (salida) jest właściwie niemożliwy, jeśli nie posiada się pieczątki wjazdu (entrada). To właśnie jednak ci chłopcy w obdartych koszulach wymusili od każdego z pasażerów po 5 dolarów "podatku granicznego", grożąc niewpuszczeniem do ich ojczyzny.

Tu, w środku Chaco, nie jest ważna pozycja materialna czy społeczna, nie są ważne przepisy z odległego La Paz, czy tez Sucre. Tu rządzi garstka nudzących się żolnierzy, którzy sami ustalają swoje prawa i niestety należy to zaakceptować.

Na mapie Ameryki Południowej Boliwia może wydawać się maleńkim krajem, jednak nasz autobus potrzebował ponad 20 godzin na dotarcie z granicy do najbliższego większego miasta - tropikalnego Santa Cruz. Ale to już temat na inna historię...


Powrót | Back